.
każdego dnia coraz bardziej boję się dzwonić do domu. boję się usłyszeć jedną z najtragiczniejszych informacji. i pierwszy raz bezsilność przerosła wszystkich. jednocześnie.
próbuję się ratować. wychodzę z siebie. uciekam. do parku. do tramwaju. idę do domu najdłuższą z możliwych dróg. żeby tylko nie myśleć. żeby MUSIEĆ się jakoś trzymać. w domu jestem już tylko w kawałkach. zamykam się. sama. załamana. zdruzgotana.
A new life coming soon
Ciężko mi uwierzyć, że za niespełna trzy tygodnie zaczyna się nowe życie. Im bliżej jest ten moment, tym mniej go chcę. Ciężko jest zaczynać wszystko od nowa, nie mając dla siebie ani odrobiny powietrza. Próżnia otoczyła mnie zbyt szczelnie. Nie ma tu ani ociupinki powietrza. Przez to też swoje pasje odłożyłam na najgłębsze dno szuflady. Obym się tam jeszcze dokopała. Zepsuło się coś bardzo ważnego, najważniejszego. Obawiam się, że mogę już nie naprawić. Żeby podarowano mi trzy miesiące, jedynie trzy miesiące w ciągu tych czterech lat. To byłby szczyt szczęścia. Od jutra staram się. O wiele, o bardzo wiele…
She’s bad and she knows, i think, that she knows..
Skoro okazuje się, że niespełna dwie godziny snu mi wystarczają, to chyba początek objawów tak zwanej bezsenności..
Pierwsza część rzeczy jedzie dziś. Adieu.
mish-mash
Ostatnio moje życie przybrało formę mish-mashu, nie-artystycznego nieładu i nie wiem już kto jest kim, ani nawet co jest czym. Budzę się rano widzę lub nie widzę słońca za oknem, a do tego zawsze mam chmury. Mam dużo chmur – starczyłoby na niejedną kołdrę i niejedną poduszkę. Może to faktycznie jakieś wyjście, taka ucieczka, oczywiście pozorna. Mam dość tego-wszystkiego i przez to zabieram się za wszystko, co nie wiąże się ze mną, przeglądam kolorowe gazety z mnóstwem uśmiechniętych ludzi, pustych nastolatek, slicznych modelek, szczęśliwych aktorek, nieszczęśliwych singielek i nie umiem znaleźć się ani fragmentu siebie. Czasem mam wrażenie, że mam w sobie kawałki tych wszystkich osób, że jestem takim kolażem osobowości, a czasem z kolei, wydaje mi się, że nie ma mnie w ogóle. Jestem pod względem fizycznym, jako jedno ciało, para rąk i nóg, jedna głowa, ale to wszystko. Nie ma w tym wszystkim Mnie. Zalewam te nieprzyjemne wątki mego życia hektolitrami herbaty, zagłuszam muzyką, uciekam od tego na kilkugodzinne spacery, bo myślę, że to może pomoże, może zapomnę o tym, o nich, o nim, o sobie. Ale ta zabawa zwana życiem jest troszkę cięższa, trudniejsza. Okazuje się, że tu jeden plus jeden nieraz równa się trzy, a dwa plus osiem równa się dwa plus sześć. I weź się z tym zgódź, i zrozum, że tak ma być i wmów sobie, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Te ciemne strony, dni, tygodnie rozjaśniam mnóstwem jasnych kartek z gazet, zapisków na najjaśniejszych papierkach, a nawet jasnymi, waniliowymi lodami. Mam dół, dolinę, kanion. Nie wiem, czy się wygrzebię, bo już teraz nic-nie-ma-sensu. Ostatnio życzę każdemu, żeby rozwijał swe pasje, bo one wyznaczają sens, gdy wszystko go traci, a sama nie umiem sobie tego życzyć, nie umiem zrozumieć i wcielić w życie. Mam wrażenie, że pcham się w moje pasje na siłę. Dlatego kartki leżą czyste, ołówki są nieużywane, kilobajty czekają, aparat ma wakacje, a cienie, kredki, błyszczyki lądują na samym dnie szafy. Nie tak miało być, miało być do przodu, coraz lepiej, łatwiej, a jest pusto. I mam alergię na ludzi, nawet tych najbliższych.
njusy.
Myśli stają się coraz bardziej nerwowe, wizja dworcowania coraz bardziej realna, a wszyscy wokół myślą, że jest okej. Siedem godzin spaceru, 20 kilometrów przedreptanych własnonożnie, to jakieś rozwiązanie. Szkoda, że jak wracasz do swoich ścian, wraca Twój nastrój, ten gorszy i częstszy. Zaczynam się coraz bardziej irytować na siebie, coraz bardziej nie cierpieć siebie. Mam całą głowę wątpliwości, a one mnożą się i mnożą i z dnia na dzień jest ich więcej. Teraz już Wrocław jest numerem jeden, Kraków jest totalną porażką, a Łódź zyskała miano mojej własnej osobistej głupoty. Wariujemy na całego i pełną parą. Jak szaleć, to szaleć, prawda? Jak oszaleć to też maksymalnie? …
Ostatnio długo i dużo się mru-czy. Mru-mru.
PS. dwa lata można usunąć dwoma kliknięciami myszki… Strasznie przykre.
PS2. 28. urodziny Tomka trwają. Szkoda, że tak to wszystko.. Ech.