niesenność.
4:05 nie śpię. przewracam się z boku na bok – nic. myślę – nic. słucham radia – nic. nie myślę – nic. czytam – nic. patrzę w sufit – nic. piszę – nic. zamykam oczy – nic. nic. nic. słucham ciszy – nic. modlę się nawet i też nic. został mi tylko fortepian.
no tak, wczoraj zasnęłam po 5:30.
update:
5:00 – jedyny jako tako pozytywny skutek bezsenności to zgłębianie tajników genetyki molekularnej, projektu poznania ludzkiego genomu, retrotranspozonów, wpatrywanie się w heliksę DNA z niewyjaśnionym zachwytem i zainteresowaniem. szkoda, że trochę za późno.. ale jeszcze kiedyś. kiedyś.
stykówki
z tyłu głowy odczuwam niemiłosierny ból. jakby siedział tam jakiś mały wyrzut sumienia i stale dawał o sobie znać. ale wyrzutu nie ma. jest tylko nieprzeczytana odyseja, mitologia, jest niezaliczone kolokwium, dwa niezaliczone kolokwia, nieopracowany temat i zakichana warszawa, która próbuje mnie wykończyć od pierwszego kroku, gdy tylko tu wracam. i może to dziwne, że gdy wychodzisz bez słowa i nie ma z tobą kontaktu, martwię się nie tylko ja. brak świadomości istnienia kogoś, na kogo się czeka, jest traumatycznym przeżyciem. podobnym do bezsennej nocy w czteropokojowym mieszkaniu. jesteś tu sam jak palec, a nawet jeszcze bardziej samotny. dużo bardziej. śmieszne jest to, że przy życiu mogą utrzymać człowieka sms-y. te kilkadziesiąt znaków na małym wyświetlaczu to substytut realnej rzeczywistości. kiedy ona cię przeraża, kiedy zabiera ci oddech, w sms-ach znajdziesz tego całe mnóstwo.
razem z wygodnym miękkim łóżkiem i czerwonym niewypitym winem.
one way ticket
Dzisiaj mówię tak: Moje wszystkie kłamstwa, niedopowiedzenia i przemilczenia pomnóż przez siedem i włóż w ciepłe rękawiczki, formując z tych listków pięć długich palców. Potem zagraj nimi najpiękniejszą melodię i włóż ją w sam środek mego środkowego ucha, nie wyciągając jej przez drugie czy trzecie ucho. I daj mi jeszcze najbardziej kolorową gazetę. Zrobię z niej zasłonki do bardzo szarego świata i abażur na najczarniejszą lampkę świata.