duszno duszno
rzeczywistość mnie przerosła. o całe 15 metrów i kilka tysięcy kilometrów. i co z tego, że są samoloty? jedyna droga została zamknięta, jedyne światło zgaszone, powietrze wypompowane. została mi powolna śmierć. jak w obozie koncentracyjnym. widzisz, że giniesz, ale nic już nie możesz zrobić. nic.
skończył się etap życia. nastała wegetacja. w trakcie wegetacji bywały lepsze okresy przejściowe. jedna wegetacja zwyciężyła. teraz nawet ona się skończyła.
i niech nikt nie próbuje mówić, że życie jest sprawiedliwe.
dużo dużo znaków zapytania
za kilka godzin potwierdzą się jedynie moje obawy. myślałam, że 14 godzin jazdy pociągiem poprzedzone 45 minutami jazdy autobusem to mordęga, ale, doszłam do wniosku, że to byłaby bardzo potrzebna i nie aż tak straszna mordęga. trochę za późno, trochę nie w porę. dziś poznałam swoją nową, pięciomiesięczną miłość z uroczymi blond włoskami i ogromnymi niebieskimi oczami. trochę się to pośmiało, pogugało, troszeczkę obślimaczyło, pociągało za włosy i potrzymało mój jeden paluch całą maleńką łapką. takie to małe, a takie słodkie i, niestety, takie odległe. ale kopniak energii przydał się, oj, przydał..
a to słodkości
