little girl

Opublikowany w myself przez faairy w dniu czerwiec 14, 2009

przychodzę do ciebie, a ty mi mówisz napij się ze mną wódki. nie chcę. ale w końcu siadamy, pijemy. wiemy, za co i, dlaczego. na pamięć tę całą historię się zna. wypada. wypadałoby. zmienić to wszystko. zacząć znowu.

14. listopada. miało się kaca. moralnego. nadzieję się miało. umarło wszystko. 14. listopada. przyjechał tramwaj 35. przejechał. wsiadłam do niego. i odjechałam. przejechałam. pamiętasz, prawda? było wino. gruba warstwa ciszy. wtedy jeszcze nie rozumiałam tego, co to znaczy. nie miałam nawet pojęcia, że kończę się z tym dopalanym papierosem. teraz ty gasisz te papierosy, które trzymam w dłoni. gasisz te papierosy mnie gasisz. pijemy wódkę, bo nic innego już się nie da. napijemy się tej wódki. teraz tu. niedługo kilkaset kilometrów dalej. napijemy się.

pierwszy raz słyszę że się martwisz. o mnie się martwisz. i nie wierzę temu, co słyszę. mam wrażenie, że mi się wydaje. pytam dopytuję. zgadza się. obowiązkowo, kieliszki w dłoń. pijemy wódkę. coraz bardziej nie wierzę. teraz już nie wiem, co jest. co się wydaje. nic nie wiem. widzę ten duży pusty pokój. zawieszone ciemne, grube zasłony. nawet w środku dnia. w nim zawsze jest ciemno.

mówisz że zagrasz. czekam. ale pijemy ciągle tę wódkę. czekam aż zaczniesz grać. ale nie grasz. 14. listopada ostatni raz słyszałam jak grasz. wydaje mi się, że to znaczy. samo sobą znaczy. ja wtedy słuchałam, jak grasz. beethovena.  potem słuchaliśmy tannhausera. wiesz, od listopada nie mogę słuchać fortepianu. kocham te dźwięki, ale nie mogę. wiesz, rozumiesz. teraz najwyżej jacaszek. fortepianu nie mogę. nie mogę i już. bo się wtedy tak we mnie rozumiesz coś rusza porusza przesuwa. miażdży i gniecie. rozrywa mnie wtedy od wewnątrz. o tak po prostu na strzępy. wiesz, wiesz. nic takiego, taka tam szarpanina. tu boli tam coś się odrywa.

opowiadasz mi jak to jest. siedzisz jakoś tak bokiem. że nie widzę. bokiem tak do mnie w ogóle. nie widać twarzy nic nie widać jakoś tak tylko okno. i pijemy tak tę wódkę. ale jak pijemy, to się przesuwasz na wprost. i tak się śmiejemy usmiechamy jest tak miło miło a w gruncie rzeczy myślimy to samo. matkoicórko niech się to skończy. niechja wyjadę do tego poznania świętego czy wrocławia przeklętego, bo kraków to już dawno. to wiadomo. wiesz ja to tak od wczoraj tak myślę żeby już się spakować w jedną walizkę i zwiać zwyczajnie. do śmierdzących serków. albo lepiej. nad brudną wodę. wiesz, to się uda. mówię ci. tylko tę walizkę trzeba wreszcie. wiesz, kupić, pożyczyć, cokolwiek. bo tu to nie ma walizek. bo gdyby były to wiesz. my już dawno. by nas nie było. a tak to ich nie ma, to my jesteśmy. wiesz, no, w reklamówkę się nie spakujesz. walizka. porządna potrzebna. ale nie mamy walizej celowo. żeby tu wytrzymać. wiesz, bo wszystko inne to my tu mamy. może kieliszków do wódki nie ma. ty też zresztą nie miałeś. te co dziś pilismy z nich są z getta. no, pewnie. tego żydowskiego. to były znicze. a my dziś z nich wódkę. tak bezczelnie. ale mówisz mi, że co się miało napalić tych zniczy, to sie napaliło. że się zmyła ta gwiazda dawida i teraz my zamiast gwiazdy mamy wódkę. która też się błyszczy. tylko pierwszy raz piję ze znicza. trochę mi z tym nieswojo.

ja do żydów nic nie mam. kocham jak braci swoich, których nie mam. tylko, że z takich zniczy wódkę pić. to już za dużo. ale kieliszek jak kieliszek. a że zniczem był. podpierdolonym. po tej wódce my schodzimy na metafizykę. kosmos. i ateista mi metafizyczność świata tłumaczy. podoba mi się. tylko że to przez kraków filtrowane wszystko i przez wódkę, to wiadomo. na co liczyć czego chcieć.

ta wódka była okropna. ja obok miałam miętę. żeby jakoś tę wódkę znieść. bo ja nie znoszę wódki. ale za tą wódką jak z walizką. nigdy nie mam, żeby mnie nie korciło. bo jak jest wódka, to się ją pije. bo ona jest paskudna. ale w tej swojej okropności mieści tak wiele złudzeń. się wydaje człowiekowi że wódka to jest cud świata że to świetnie działa że to się zapomni od razu tylko szast prast jeden drugi trzeci kielich i po sprawie. po kłopocie. że to juz się świat naprawiło i że to już tak najlepiej teraz dzień w dzień tak sobie wypić. i teraz to już pudełko czekoladek i lody do kosza można bo jest wódka. wódka uczy wódka radzi wódka nigdy cię nie zdradzi. taka to mądrość. i prawda to to. w końcu metafizycznie my się porozumieliśmy po tej wódce. chociaż ja nienawidzę wódki. a ja wiem że ty też nie cierpisz. ale pijemy tę wódkę. żeby już dać sobie spokój.

wiesz, ty mi mówisz, zamieszkaj tu, jest pokój, jestem ja. i, ty wiesz, ja bym chciała. ale wtedy to my już ciągle byśmy tylko tę wódkę. żeby z sobą jakoś wytrzymać. bo my nienawidzimy siebie nawet raz w tygodniu. a tak cały czas to wiadomo. to by było po wszystkim. musielibyśmy tej wódki pić dużo i walizki do piwnicy schować żeby to jakoś znieść. wytrzymać to jakoś jak tych kilka kieliszków wypitych na szybko.

wyszliśmy na papierosa. w tym domu się nie pali. wyszliśmy na papierosa. padał deszcz. ty mnie jeszcze pytasz czy ja nie chcę kilku. bo ze jak nie mam to ty mi dasz i żeby mi tego starczyło żeby to jakoś było. ty mi mówisz trzymaj się, mała. ja mówię trzymam trzymam i sobie myślę że to gorsze niż ta wódka. tak się nie trzymać nawet na chwilę się nie trzymać nie mieć czego się trzymać. to nie wiem już o co tu chodzi.

idę do domu. chwieję się niemiłosiernie. że już mi wstyd tak przy policji się chwiać całą sobą. cały kęgosłup moralny się kruszy, bo ja padam. normalnie mdleję i koniec. i tak sobie myślę, że to tak być musi. że to tak już jest że jak się człowiek chwieje to paść musi. to ja padam. nie ma nikogo. ja nikomu nic nie mówię, że to się działo. bo co mam mówić. że mi kręgoslup się w drobny mak roztrzaskał. to takie nieżyciowe. żeby teraz kręgosłup łamać. ręka noga to jeszcze. ale kręgosłup. to jakby oko sobie połamać na dwie połóweczki. jak jabłuszko co adam i ewa mieli ale źle spożytkowali. takie są skutki picia wódki. znika mózg i rozum i równowaga i się upada.

Dodaj komentarz