widzę na ekranie słowa witaj wróżka! i chciałabym się uśmiechnąć. ale nie mogę. dzieli mnie od tego 150 kilometrów. od uśmiechu. dzieli mnie tyle lat. od uśmiechu. dzieli mnie morze betonowe dzieli mnie każdy dźwięk skrzypiec zza drzwi. dzieli mnie. na kawałki coraz mniejsze coraz bardziej. dzieli mnie.
nie ma gdzie wrócić. nie ma. do domu nie można. siła wyższa. phi. nie ma już domu. jest tylko serpentyna z tych dróg, na którym mieliśmy wypadek. nie mieliśmy pasów. mieliśmy cud. mieliśmy flashbacki. i horrendalnie olbrzymi strach. zdawało się, że to już po wszystkim, że to już koniec.
dzisiaj każdy w swoim pokoju zamkniętym klamką, której już nie ma. snując się po przedpokoju, ostatkiem sił unosimy zmęczone powieki. oddychamy. dzisiaj tylko na tyle nas stać.
na morze nas nie stać. na kraków nas nie stać. na ursynowie zalegają niepotrzebni ludzie. to życie się psuje. z aparatem się walczy z tą pustką z bezmiarem bezsilności. meandry i przepaście. od 14 do teraz.
tak naprawdę marzy się o tych dwóch godzinach przez pół życia. a potem dowiaduje się, że to i tak. że nie ma. że kilkanaście liter wszystko zmienia. że można mieć te wszystkie moralne kace, a to i tak na nic. wcale nie jest tak że coś się kończy coś zaczyna. coś się kończy i nie zaczyna się coś. nie da się oswoić takich nieprzewidzianych okoliczności.
tak sobie właśnie myślę, że to wszystko utonęło. rok temu w lipcu. zatopiło. kajaki sunęły po wodzie, a to tonęło. topiło się. było parno. i duszno. nie było czym oddychać. zupełnie jak dziś. nie ma czym oddychać. nie mieliśmy czym oddychać. nie żyliśmy tak naprawdę. nie żyjemy nadal. jakby nie było już czym oddychać. nawet skórą się nie da. niczym się nie da. nie oddychamy. nie oddycham. duszę się.
dusza mi się dusi. dusza z ciała wyleciała. na zielonej łące stała. może i stała. ale co po jej staniu, kiedy się udusiła. dusza się dusi. dusza uduszona. dusza wyduszona. nie oddycha. dyszy. szepcze. duszyczka się poddusza duchem swoim przenajświętszym. zduszonym. duch uduszony.
czy można zrobić to duchowi? świętemu świętością swoją najświętszą?
łaskoczą mnie rozpędy a potem bolą. jak mawiał białoszewski. łaskoczą i bolą. wszystko się zgadza.
znam na wylot te klimaty[...] telefon milczy. samemu dzwonić się nie chce, zresztą, niebardzo nawet jest do kogo. czytać się nie da. w ogóle nic się nie da.