kiedy stałam na 31. piętrze hotelu, patrząc na to całe ohydne bagno z góry, czułam, jak mała jestem. jak bardzo nie mam tu szans. to takie miażdżące uczucie: być na szczycie i czuć, jak spada się na sam dół z przeolbrzymią prędkością. jeszcze nigdy nie poczułam tego tak dotkliwie. i jeszcze nigdy tego nie zobaczyłam. tak wyraźnie, przejrzyście. wszystko jak na dłoni. na oknie. przez okno. za oknem.
z jednej strony wolność – nieograniczona, nieskrępowana wolność, z drugiej – absolutne zmiażdżenie. widać było niebo. takie piękne niebo. słońce nurzające się w chmurach. ciemnoniebieskie niebo przecięte pomarańczową smugą zachodzącego słońca. piękne. niesamowite. widać było to wszystko, czego nie sposób zapamiętać, poznać, zrozumieć.
smutek. nieokiełznany smutek i poczucie pustki. absolutnej. jedynej. nie ma nic gorszego. pustka.