wtorek
wtorek zawsze jest dniem zawieszenia między poniedziałkiem a środą między już a jeszcze. wykład, na którym nie byłam, ankieta, za którą dali mi ptasie mleczko i czekoladę, ja, z którą sobie nie radzę, pretensje dziewczyny, która nawet mnie nie zna, chłód profesora, którego nienawidzę, zdenerwowanie, którego nie opiszę i Irmina, która przyjeżdża do ciebie prosto z Bielan. im dłużej chodzę ulicami tego miasta, tym bardziej czuję, że tak strasznie go nienawidzę.
łzy, które spadają same
książka, która się sama nie przeczyta, sen, który sam się nie wyśni, na który nie ma już czasu, cisza, która dzwoni mi w uszach, smutek, który mnie obezwładnia. dzisiaj jest takie, że tylko wyjść i nie wrócić.
od 7.15 do soboty nie istnieję.
zostaw komentarz