wyjścia awaryjne
od jakiegoś czasu siedzę przy oknie, patrząc się na zachodzące słońce. schowało się za wierzowcami, zostawiając jedynie rożświetlone nad horyzontem niebo. i na tym niebie widzę dziś samoloty. samoloty, przez które to Wszystko wraca.
myślałam, że jak zniknę z Ursynowa, to samolotów już nigdy nie będzie. a one są. tak jak ubiegłoroczny lipiec, który wyrył w mojej pamięci wiele bolesnych ran. i one odżywają, są, ciągle bolą. nie wystarczy najlepszy plaster, ani kojąca maść.
nie ma już dokąd uciec
właśnie zdałam sobie sprawę, że są takie stany, od których uciec się nie da. i nawet tysiąc kilometrów stąd trafiłabym na samoloty. może nawet te same, lecące z Londynu do Warszawy. i może ich pasażerowie też mieliby na walizkach WZZ0410. i może też umieliby znikać po 3 dniach z życia innych, nie zostawiając żadnych śladów.
zostaw komentarz