little girl

dziś

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 23, 2009

było pełne niespodzianek. było słodkie.  niech takich dziś będzie więcej. dziś uzależnia nie tylko głosem, ale też zapachem, który był wszędzie, wszędzie. nawet kilka przystanków dalej, kilka godzin później.

to są tylko migawki, fragmenty, wycinki z bardzo szarego filmu, czasopisma. to nie jest, to bywa.

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 17, 2009

tak naprawdę najbardziej boję się tego, że ktoś kiedyś zniknie.  i póki to czcza gadanina, jest okej. to zdaje się być tak odległe, jakby wcale nas nie dotyczyło. ale kiedy dowiadujesz się, że komuś zostało już niewiele czasu, że życie nie trwa tyle, ile chcemy, sprawa wygląda zupełnie inaczej. mija ci strach przed tym, że kogoś MOŻE zabraknąć. zjawia się pytanie – jak się z TYM oswoić? jak to jest, gdy Ciebie nie ma? jak to MOŻLIWE, że może Cię NIE być?

i możesz się na to nie godzić, nie przyjmować do siebie, ale żadnym sposobem nie będziesz w stanie opanować łez, gdy po raz kolejny usłyszysz, że to miesiące, tygodnie, a nawet dni. wtedy nie ma spraw ważniejszych. zastanawiasz się, jak pomóc, jak to zmienić, jak oszukać.

czasem nawet słowa są bezsilne. i ja już wtedy nie wiem, co robić.

PS. Wieżowcowy hotel dziś nie świeci. on chyba też jest smutny.

dobra rada na dziś

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 16, 2009

nie baw się osobami, które są tobie bliskie.

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 15, 2009

coraz częściej ocieram się o granice absurdu. wydaje się, że kilka ulic dalej uda się uciec, zgubić to wszystko za sobą i będzie można oddychać.  ale to tylko chwilowe złudzenie.  nie da się zgubić kawałka siebie, który akurat dzisiaj mi nie pasuje. łąka bez kwiatów nie jest tak piękna, a kwiaty bez chwastów nie pozwalają zachwywać się tak bardzo, jak wtedy, gdy widoczny jest kontrast. i nie ma życia bez kontrapunktów i tylko antypowieści nadają tu sens.

tonę pod kartkami. na własne życzenie. paradokasalnie, by spełnić swoje życzenie. w całej szarej bezkształtnej masie tylko to, co nie będzie szare, stanie się dostrzegalne. grunt, by forma nie przerosła treści, a pomysł nie wyczerpał się na drugim akapicie. w morzu banału łatwiej jest tonąć. wtedy nawet kałuża wystarczy.

tymczasem w starym peerelowskim lokalu siedzą starsi panowie i starsze panie. uśmiechają się do siebie znad swoich poszarzałych koszuli. pijemy piwo z sokiem. za nami układają tory. mówimy o tym, co się dzieje. i to jedyne momenty, kiedy wiem, że mam teraz we własnym posiadaniu.

wychodzimy. pada deszcz, jest dużo chłodniej i ciemniej. chociaż – czy noc na różne kolory? czy może być ciemno i ciemniej? wszędzie jest pusto. biegamy po deszczu obok siebie, przeskakując przez tory tramwajów. palą się zielone i czerwone światła. wskakujemy w sam środek głębokiej kałuży i chyba te mokre stópki powodują, że uśmiech jest jeszcze większy.

pierwszy raz od dawna uśmiecham się pewniej. nie wracam smutna. tylko ta cisza… jeszcze trochę gryzie. dobrze, że ulice są tu ruchliwe. ciągle coś szumi i zawodzi. zwodzi?

Gra w klasy

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 14, 2009

Życie, jako komentarz do czegoś, czego nie możemy dosięgnąć, a co jest tu, w zasięgu skoku, którego nie wykonujemy.

Życie, balet oparty na historii, historia na przeżyciu, przeżycie na realnym zdarzeniu.

Życie, fotografia noumenu, posiadanie w ciemnościach (kobiety? potwora?), życie – stręczyciel śmierci, przepiękna talia kart, dawno zapomniany tarok, który wykrzywione reumatyzmem ręce degradują do poziomu samotnego, smut­nego pasjansa.

Ludzie na walizkach

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 8, 2009

Ból, nawet ból z rozpaczy, zwiastujący “uszkodzenie duszy”, ma sens tylko przez pierwszych kilka godzin. Później staje się mutantem, pomyłką natury, artefaktem, czymś zbędnym, traci sens. Sens nadają mu ludzie, którzy bohatersko go znoszą. Ale samo w sobie cierpienie nie ma sensu.


From above

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 7, 2009

czasem jedno piwo, nawet z najlepszym sokiem, powoduje dużo większy ból niż opróżniona półlitrówka najgorszej wódki.

tak, tak, wszystko przy tulipanach, uśmiechniętych ludziach z zupełnie innej epoki. muranów i wszystkie grzechy tego świata. wracam tak smutna, że nie mam nawet siły się rozpłakać. reakcje przychodzą dwa dni później. zupełnie nie w porę, jak zwykle.

Mała, nie ma kompromisów. w życiu nie ma kompromisów. i stracisz przez to wielu bliskich ludzi, ale ocalisz siebie. nie idź na kompromis. nigdy nie idź na kompromis. tylko wyplącz się z tego i więcej nie pozwalaj sobie na takie sytuacje.

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 3, 2009

czuję się tak, jakby ta mgła za oknem wdarła się do mojego pokoju.  boję się takich gęstych mgieł. mam wrażenie, że duszą.

zatem jest mgliście, a niby przezroczyście, wszystko widoczne i niewidzialne. tramwaj, którym jedzie się 10 minut nie przyjeżdża nigdy. i tak się kończą niebezpieczne historie, w których bywasz na mięciutkich fotelach, w przyjemnych knajpkach i domach współtowarzyszy. tak się to wszystko rozmywa w mgle i powietrzu i w zasadzie już nie wiesz, czy gorszy jest fakt, że to kiedyś istniało, czy wszechogarniająca bezsilność.

koniugacja

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 2, 2009

mnie brakuje

tobie brakuje

jej/jemu brakuje

nam brakuje

wam brakuje

im brakuje

Teatr Czystej Formy

wyjścia awaryjne

Opublikowany w myself przez faairy w dniu marzec 1, 2009

od jakiegoś czasu siedzę przy oknie, patrząc się na zachodzące słońce.  schowało się za wierzowcami, zostawiając jedynie rożświetlone nad horyzontem niebo. i na tym niebie widzę dziś samoloty. samoloty, przez które to Wszystko wraca.

myślałam, że jak zniknę z Ursynowa, to samolotów już nigdy nie będzie. a one są. tak jak ubiegłoroczny lipiec, który wyrył w mojej pamięci wiele bolesnych ran. i one odżywają, są, ciągle bolą. nie wystarczy najlepszy plaster, ani kojąca maść.

nie ma już dokąd uciec

właśnie zdałam sobie sprawę, że są takie stany, od których uciec się nie da. i nawet tysiąc kilometrów stąd trafiłabym na samoloty. może nawet te same, lecące z Londynu do Warszawy. i może ich pasażerowie też mieliby na walizkach WZZ0410. i może też umieliby znikać po 3 dniach z życia innych, nie zostawiając żadnych śladów.