little girl

ojej

Opublikowany w myself przez faairy w dniu styczeń 28, 2009

Ludzie potrafią zaskakiwać w najmniej oczekiwany i przewidywalny sposób. Tej nocy w mieszkaniu obok była jakaś impreza. O 4 rano jedna współlokatorka wyrzuciła drugą współlokatorkę za drzwi w samej sukience – bez butów, torby, czegokolwiek. Wyrzucona zaczęła dobijać się do drzwi, stawiając na nogi cały blok. Przyjechała policja, która grzecznie pukała, pytała, czy ktoś tam jest, po czym doradziła dziewczynie: “posiedź tutaj i poczekaj aż ci otworzą”. Na co sfrustrowana dziewczyna zapytała, czy ma siedzieć 3 czy 4 dni. I czy dopiero wtedy może prosić ich o pomoc. Policjanci się zwinęli i dziewczę dostało szału, gdyż swoim drobnym kobiecym ciałkiem postanowiła wyważyć drzwi. Nie udało jej się, co oczywiste. Jedynie spowodowała powrót tychże mundurków, którzy zakomunikowali jej, że jeśli się nie uspokoi, to będą musieli się nią zaopiekować. Znów poszli. Dziewczyna, stojąc pod tymi samymi drzwiami płakała, prosiła, mówiła, że chce wziąć jedynie swoje rzeczy. No i wreszcie, łaskawa dama numer dwa, otworzyła(po ponad 3 godzinach), zaczynając dialog słowami: “Asiu, chcę żebyś wiedziała, ze nie chciałam niczego złego…”.
Ja dziękuję, podłość ludzka nie ma granic.
Na deser serwuję sobie telefon do przychodni. Po trzech nieudanych próbach połączenia, tj. nieodbieraniu telefonu przez personel, udaje się. Hip hip hurra! Zadowolona faktem szansy dojścia do siebie w niedługim czasie, próbuję się zapisać do lekarza. Najpierw supermiła pani z centrali gburowatym głosem pyta mnie, do jakiego lekarza chcę się zapisać. Łączy z recepcją. Tu jest jeszcze milej. Arcy miła kobieta stwierdza, że lekarz może mnie przyjąć… pod koniec miesiąca. Zachodzę więc w głowę-pod koniec tego czy następnego, po czym pytam o możliwość zapisania się do innego lekarza. I tu słyszę znów miłą informację, wypowiedzianą głosem, który samym swoim tonem oznajmia mi, że ten telefon nie ma sensu: “zapraszam po numerek jutro od 7.30″.
Tak kończą się moje starania o zdrowie. Aplikuję pożywne sniadanko-fervex, drugie śniadanko-gripex, obiad-fervex, podwieczorek-gripex i kolację-fervex. Chcąc, nie chcąc, docieram do sklepu: mleko, kisiel, zupa. Zestaw, który zadziałać musi. MUSI.
Póki co moja głowa waży trzy razy tyle, chodzenie wydaje się najcięższą z możliwych czynności, a próba wbijania do głowy kolejnej partii terminów literackich oraz dyskusji teoretycznoliterackich powoduje, że jedną stronę czytam po 2 do 4 razy. Miód dla duszy. Miód dla ciała. Miododajnia.
Wcześniej pewnie umrę na stres, ale to przecież nieistotne.

Dodaj komentarz