little girl

jakając

Opublikowany w myself przez faairy w dniu styczeń 30, 2009

jak skondensować 1,5 roku w 6 dniach?
jak zignorować wszystko, co dzieje się każdego dnia?

jak nie tęsknić?

ojej

Opublikowany w myself przez faairy w dniu styczeń 28, 2009

Ludzie potrafią zaskakiwać w najmniej oczekiwany i przewidywalny sposób. Tej nocy w mieszkaniu obok była jakaś impreza. O 4 rano jedna współlokatorka wyrzuciła drugą współlokatorkę za drzwi w samej sukience – bez butów, torby, czegokolwiek. Wyrzucona zaczęła dobijać się do drzwi, stawiając na nogi cały blok. Przyjechała policja, która grzecznie pukała, pytała, czy ktoś tam jest, po czym doradziła dziewczynie: “posiedź tutaj i poczekaj aż ci otworzą”. Na co sfrustrowana dziewczyna zapytała, czy ma siedzieć 3 czy 4 dni. I czy dopiero wtedy może prosić ich o pomoc. Policjanci się zwinęli i dziewczę dostało szału, gdyż swoim drobnym kobiecym ciałkiem postanowiła wyważyć drzwi. Nie udało jej się, co oczywiste. Jedynie spowodowała powrót tychże mundurków, którzy zakomunikowali jej, że jeśli się nie uspokoi, to będą musieli się nią zaopiekować. Znów poszli. Dziewczyna, stojąc pod tymi samymi drzwiami płakała, prosiła, mówiła, że chce wziąć jedynie swoje rzeczy. No i wreszcie, łaskawa dama numer dwa, otworzyła(po ponad 3 godzinach), zaczynając dialog słowami: “Asiu, chcę żebyś wiedziała, ze nie chciałam niczego złego…”.
Ja dziękuję, podłość ludzka nie ma granic.
Na deser serwuję sobie telefon do przychodni. Po trzech nieudanych próbach połączenia, tj. nieodbieraniu telefonu przez personel, udaje się. Hip hip hurra! Zadowolona faktem szansy dojścia do siebie w niedługim czasie, próbuję się zapisać do lekarza. Najpierw supermiła pani z centrali gburowatym głosem pyta mnie, do jakiego lekarza chcę się zapisać. Łączy z recepcją. Tu jest jeszcze milej. Arcy miła kobieta stwierdza, że lekarz może mnie przyjąć… pod koniec miesiąca. Zachodzę więc w głowę-pod koniec tego czy następnego, po czym pytam o możliwość zapisania się do innego lekarza. I tu słyszę znów miłą informację, wypowiedzianą głosem, który samym swoim tonem oznajmia mi, że ten telefon nie ma sensu: “zapraszam po numerek jutro od 7.30″.
Tak kończą się moje starania o zdrowie. Aplikuję pożywne sniadanko-fervex, drugie śniadanko-gripex, obiad-fervex, podwieczorek-gripex i kolację-fervex. Chcąc, nie chcąc, docieram do sklepu: mleko, kisiel, zupa. Zestaw, który zadziałać musi. MUSI.
Póki co moja głowa waży trzy razy tyle, chodzenie wydaje się najcięższą z możliwych czynności, a próba wbijania do głowy kolejnej partii terminów literackich oraz dyskusji teoretycznoliterackich powoduje, że jedną stronę czytam po 2 do 4 razy. Miód dla duszy. Miód dla ciała. Miododajnia.
Wcześniej pewnie umrę na stres, ale to przecież nieistotne.

wdech, wydech…

Opublikowany w myself przez faairy w dniu styczeń 26, 2009

już niedługo mnie tu nie będzie..

popołudnia

Opublikowany w myself przez faairy w dniu styczeń 23, 2009

w małym niepozornym barze siedzi dwoje ludzi. przenoszą się w czasy, które były i minęły. wnętrze jest wyjęte z PRL-u, obsługa też. są drewniane powycierane stoliki, chwiejące się krzesła, stare kafelki. na każdym stoliku stoi mały wazonik z tulipanami. nie jest tam zbyt jasno, raczej panuje delikatny półmrok.
co chwilę przychodzi ktoś nowy. starsi panowie też jakby wyjęci z tych czasów, samotna, przygarbiona pani, na której twarzy maluje się zmęczenie i chęć ucieczki od czegoś z wewnątrz. coraz częściej ktoś młody: studenci, nastolatkowie.
dwoje ludzi siedzi przy oknie. godziny szczytu: masa pędzących do domów ludzi, potrącanych staruszków i nienadążających za rodzicami maluchów. sunące leniwie tramwaje i tkwiące w korkach autobusy zdają się być poza tym wszystkim. wypchane do granic możliwości stadem neurotyków, rozhisteryzowanych dam i spóźniających się właśnie nastolatków, zdają się nie spieszyć.
mgła zdaje się przedzierać przez szczeliny między oknami. robi się siwo od dymu spalonych wspomnień, ciężko od smrodu wypitych kieliszków żalu i ostatnich resztek nadziei.
dwoje ludzi siedzi przy oknie. nie wyglądają na normalnych znajomych. tak wiele dzieli ich już na pierwszy rzut oka. ale oni uparcie siedzą w tym samym miejscu, nie ruszając się ani na krok. nie spieszą się, nie rozglądają niepotrzebnie.
dwoje ludzi siedzi przy oknie. zdają się trochę nieobecni. piją swoje piwa i palą papierosy. rozmawiają. o życiu i nadziejach, o planach i rozterkach. przesypują między palcami zmarnowany czas.
dwoje ludzi siedzi przy oknie. jedno z nich jutro wyjedzie bardzo daleko.
pewnie kiedyś tu wrócą. usiądą przy oknie, zapalą papierosa, wysączą piwo. zamienią kilka zdań i wyjdą, kierując się w przeciwne strony.

simple

Opublikowany w myself przez faairy w dniu styczeń 22, 2009

-nie wiem, czym jest to coś…
-a czy musi czymś być?

.

Opublikowany w myself przez faairy w dniu styczeń 17, 2009

siedząc w prześlicznym kawowym fotelu, w najwygodniejszym fotelu całej Warszawy, patrzę. patrzę trochę pustym wzrokiem, trochę pełnym nadziei. i niby jestem i wiszą obok Wielcy nie-naszych czasów i jest piątek i to powód do radości. i niby jest fajnie, bo jednak jestem, bo to to trzecie piętro, o które chodziło, chodzi i chodzić będzie i to to piętro, którego się bałam, a które jednak nie gryzie. i mam nadzieję, ze mi wytłumaczysz, opowiesz, że się uśmiechniesz, a Ty mi na to wzdychasz. i wzdychasz i patrzysz. trochę pustym wzrokiem. i czuć w tym wszystkim wiele niezręczności przyklejonej do drobinek kurzu. i mówisz mi ‘Mała, nie pytaj mnie, jak żyć, bo ja sam tego nie wiem’ i nawet to, że drzwi zamykają się od wewnątrz nie pomaga.

Opublikowany w myself przez faairy w dniu styczeń 16, 2009

marionetki

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu styczeń 14, 2009

jest bardzo późno. bardzo chciałabym spać, ale nie mogę. jest tyle innych, ważniejszych zajęć, że sen zdaje się być ostatecznością. czuję pulsujący ból z prawej strony głowy.
przed moimi oczami przewija się film posklejany z urywków ujęć z różnych taśm. chciałabym, żeby to jakoś do siebie pasowało, ale okazuje się, że tak też może być dobrze. żadna tam superprodukcja, to chyba dramat. to jak połączenie kilku tragedii przeplatanych komediami.
jestem jakby zawieszona nad tym wszystkim, przyglądam się temu, jak gram i stwierdzam, że raczej mi nie wychodzi. kiepski ze mnie aktor, wolałabym byc reżyserem. czasem siadam na to krzesło i dodaje poprawki.

ale co z tego, jak i tak jesteśmy marionetkami.

wróciłam…

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu styczeń 13, 2009

z uśmiechem, rozpromieniona i mile zaskoczona. Promyki potrafią rozświetlać ciemne, zimne dni człowieka.

biegnę, lecę, jadę!

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu styczeń 13, 2009

i ciekawe, z jak wielkim dołem wrócę…