de jak du.. pupa
Strasznie nie lubię patrzeć się tępo w ekran monitora, czekając na kilka ciepłych słów. Cos mnie wtedy gniecie od wewnątrz, powodując tępy ból.
Ludzie mówią, że skoro to miasto tak bardzo mnie przytłacza, to w końcu się wykończę. I ja nawet nie śmiem w to wątpić. Co z tego, że mam ze sobą bagaż marzeń i walizkę ambicji, gdy to wcale nie takie proste. Szczególnie dla małej dziewczynki o smutnym spojrzeniu.
Może gdyby udałoby się zniwelować wszystkie wielkie litery, wykrzykniki i, niebezpiecznie zaciskające się, cudzysłowy, ten świat byłby wreszcie moim światem. Może gdybym nie musiała zastanawiać się nad każdym zdaniem i każdą sekundą życia po drugiej stronie, to ułożyłoby się dużo prościej.
Tego nie trzeba rozumieć. Tego nawet nie da się zrozumieć.
Tak, tak, fachowo ten stan nazywa się dramatyzowaniem. W moim wypadku przez wielkie(sic!) de. Tak wielkie, że dużo, dużo większe od resztek mnie.