bardzo dużo ciszy
ostatnio czuję przeszywający ból w okolicy prawej części mnie. i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kiedyś nie dam rady znieść tego bólu. bardzo ładnie i uprzejmie mnie o tym uprzedzono.
mając przed oczami migawki chwil nieopisanych i nieopisywalnych, dreptałam tamtędy. dwa różne światy potrafią się nieraz złączyć w jedną spójną całość pełną rys i zadrapań w ciągu ułamków sekund.
lubię czuć, jak wiatr delikatnie głaszcze moją twarz, rozwiewa mi włosy i sprawia, że wszystko na chwilę znika. jestem w nieokreślonym czasem i przestrzenią tutaj, którego już dzisiaj nie ma. serce bije mi troszkę szybciej, źrenice się rozszerzają i oczy są wyraźnie zielone. lubię mieć wtedy spory zapas ciszy i dużo dużo przestrzeni. od czasu do czasu słyszeć tylko szum jeziora.
głowę położę na poduszce, przechylając ją lekko w lewą stronę. nogi w czwóreczkę, której nie trzeba rozumieć. wstanę wczesnym rankiem, żeby wrócić do miejsca, w którym nie może być już gorzej. pokruszę się od razu, pewnie rozwieje mnie wiatr i odtąd będzie dużo ciszy. bardzo dużo ciszy.