studio pustki
miał być maj w krakowie. krakowa nie będzie.
pomiędzy jednym a drugim zdaniem mieszczę się cała porwana na kawałki. dramatycznie szybkomówiący ktoś zapomina o mnie i muszę znikać. tylko, że to wcale nie takie proste, jak mogłoby się wydawać. powietrze jest lżejsze i milsze a mimo to ciągle mnie boli. między żebra wciskają mi się okruchy codzienności, do głębi szarej i przewidywalnej. czasem tylko przykładam tu opatrunki nadziei, które w efekcie zrastają się z ranami. spotęgowany ból maskowany nerwowo przygryzaną wargą.
taki mały anty-raj na ziemi.
zostaw komentarz