little girl

firanki

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu kwiecień 20, 2008

mam takie duże szklane oczy. są smutne i otwarte szeroko. muszę trzymać głowę uniesioną do góry, łzy wtedy nie spadają zbyt chętnie.

a kiedy patrzę w lustro, okazuje się, że to wszystko to tylko złudzenie, że tego  nie ma, nie było, nie będzie. ugrzęzłam w czasie i siedzę skulona w kącie pokoju. obok siedzi ona. jest taka cicha, taka niewidoczna i tak mocno odczuwalna.

‘na dobre, na niedobre i na litość boską’

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu kwiecień 14, 2008

a niech to wszystko diabli wezmą. za niewielką opłatą…

odległości

Opublikowany w mhm przez faairy w dniu kwiecień 12, 2008
To tylko chemia głuptasie. To jeden długi chory elektryczny sen,
gdy pośród piany prześcieradeł głód szepcze opuszkami palców…
Potem już tylko te czasoprzestrzenne odległości, co jak rozcieńczalniki rozpuszczają kruche konstrukcje bliskości wpisane w geografie naszych lunarnych samotności.
Potem już tylko stygnące ciepło ciał. Popiół. Szary pył, co wżera się pod powieki i nie daje spać…

the saddest song

Opublikowany w myself, nic przez faairy w dniu kwiecień 11, 2008

albo zrobisz coś z naszym życiem, albo ja odchodzę

iluzjoniści

Opublikowany w nic przez faairy w dniu kwiecień 10, 2008

masa zaległości i obowiązków, jakie nade mną ciążą, sprawia, że ochota na zrobienie czegokolwiek gwałtownie się zmniejsza. spotęgowany strach i poczucie niepewności paraliżują najbardziej i nie umiem przed nimi uciec. i moje życie, którego nie ma, które przeciekło przez palce i wsiąkało w podłodze, a ja nic, nic, nic nie umiałam z tym zrobić.

przedkładając coś nad coś bądź kogoś ponad kogoś łatwo pozbawić kogoś poczucia bezpieczeństwa i jakby chwilowego szczęścia. zatem: dokonało się, dokonuje.

marzenia też mogą ciążyć. mimo swej ulotności, zajść głęboko za skórę, niedelikatnie kłuć wrażliwe części ciebie i uderzać energicznie o połączenia nerwowe, o całe miliony połączeń nerwowych. łatwo jest wtedy nie spać kilka dni, tygodni, łatwo nie widzieć, że wkraczasz w sam środek wielkiej dziury, jaka pojawia się przed tobą i pochłania cię w zupełności. tam nie ma powietrza i ani najcieńszej, najniklejszej strugi światła. wychodzisz, gdy zaśniesz i wydaje ci się, że to wszystko to ułuda, iluzja. poddajesz ten świat deziluzji, a on, jak na złość, bardzo głośno tupie, chodząc po podłodze sąsiada, o którym nie miałeś pojęcia. nie próbuj nawet, nie zaprzyjaźnicie się.

de jak du.. pupa

Opublikowany w bubu przez faairy w dniu kwiecień 7, 2008

Strasznie nie lubię patrzeć się tępo w ekran monitora, czekając na kilka ciepłych słów. Cos mnie wtedy gniecie od wewnątrz, powodując tępy ból.

 

Ludzie mówią, że skoro to miasto tak bardzo mnie przytłacza, to w końcu się wykończę. I ja nawet nie śmiem w to wątpić. Co z tego, że mam ze sobą bagaż marzeń i walizkę ambicji, gdy to wcale nie takie proste. Szczególnie dla małej dziewczynki o smutnym spojrzeniu.

 

Może gdyby udałoby się zniwelować wszystkie wielkie litery, wykrzykniki i, niebezpiecznie zaciskające się, cudzysłowy, ten świat byłby wreszcie moim światem. Może gdybym nie musiała zastanawiać się nad każdym zdaniem i każdą sekundą życia po drugiej stronie, to ułożyłoby się dużo prościej.

 

Tego nie trzeba rozumieć. Tego nawet nie da się zrozumieć.

 

Tak, tak, fachowo ten stan nazywa się dramatyzowaniem. W moim wypadku przez wielkie(sic!) de. Tak wielkie, że dużo, dużo większe od resztek mnie.

bardzo dużo ciszy

Opublikowany w nic, wwa przez faairy w dniu kwiecień 6, 2008

ostatnio czuję przeszywający ból w okolicy prawej części mnie. i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kiedyś nie dam rady znieść tego bólu. bardzo ładnie i uprzejmie mnie o tym uprzedzono.

mając przed oczami migawki chwil nieopisanych i nieopisywalnych, dreptałam tamtędy. dwa różne światy potrafią się nieraz złączyć w jedną spójną całość pełną rys i zadrapań w ciągu ułamków sekund.

lubię czuć, jak wiatr delikatnie głaszcze moją twarz, rozwiewa mi włosy i sprawia, że wszystko na chwilę znika. jestem w nieokreślonym czasem i przestrzenią tutaj, którego już dzisiaj nie ma. serce bije mi troszkę szybciej, źrenice się rozszerzają i oczy są wyraźnie zielone. lubię mieć wtedy spory zapas ciszy i dużo dużo przestrzeni. od czasu do czasu słyszeć tylko szum jeziora.

głowę położę na poduszce, przechylając ją lekko w lewą stronę. nogi w czwóreczkę, której nie trzeba rozumieć. wstanę wczesnym rankiem, żeby wrócić do miejsca, w którym nie może być już gorzej. pokruszę się od razu, pewnie rozwieje mnie wiatr i odtąd będzie dużo ciszy. bardzo dużo ciszy.

studio pustki

Opublikowany w bubu przez faairy w dniu kwiecień 3, 2008

miał być maj w krakowie. krakowa nie będzie.

pomiędzy jednym a drugim zdaniem mieszczę się cała porwana na kawałki. dramatycznie szybkomówiący ktoś zapomina o mnie i muszę znikać.  tylko, że to wcale nie takie proste, jak mogłoby się wydawać. powietrze jest lżejsze i milsze a mimo to ciągle mnie boli. między żebra wciskają mi się okruchy codzienności, do głębi szarej i przewidywalnej. czasem tylko przykładam tu opatrunki nadziei, które w efekcie zrastają się z ranami. spotęgowany ból maskowany nerwowo przygryzaną wargą.

taki mały anty-raj na ziemi.