niesiabada
ciężki bilet w jedną stronę. podróż bez powrotu i bez wspomnień.
Opowieści nie ulegają niczyjej woli, mają bowiem własną, niezłomną, niczym ukryta w mechanicznym instrumencie stalowa sprężyna, która prędzej czy później rozwinie się cała i wałek odegra do końca swą melodię.
Akwizytorze szukający szczęścia albo ratunku, jeśli chcesz się wydostać ze Ściegów, nie zwlekaj ani chwili: musisz to zrobić między wielką literą a kropką, nie czepiając się urwanej myśli, nie czekając na ostatnie słowo.
ocean
jest mi tak źle, że nie umiem tego opisać. moje słowa wypełniają ostatnio jedynie szczeliny w ppękanych ścianach i suficie, w przestrzeniach między płytkami parkietu i szczelinach okiennych. przeszukuję zakamarki wczoraj, żeby dokopać się do usmiechów i małych wzruszeń, których mi brak. czuję, że to wszystko przecieka mi przez palce. mówię głośno, co jest nie tak, mówię o planach, których nie umem zrealizować.
mam za mało słońca i słów. nie chcę kolejnej książki, wolę człowieka.
out of sth
dwanaście zbyt krótkich minut i dwa zbyt długie miesiące.
na tym jednym zdjęciu było idealnie, idealnie.
bardzo szczęśliwy czas
i co z tego, że płaczę pół dnia i staram się być powietrzem. druga połowa mija mi na zdychaniu w sensie dosłownym.
ja i tak jestem zła i beznadziejna i nie można na mnie polegać i jestem mściwa i do dupy. i wcale nikt na mnie nie czeka, a gdy już przyjeżdżam, okazuje się, że telewizja i zamknięte drzwi do mego pokoju to najlepsza kompilacja. czyli, po co tu przyjechałam? chyba niepotrzebnie się tak cieszyłam. zbędne dodatki zazwyczaj są niepożądane. śmieci niepotrzebne. śmieci wyrzuca się do kosza. a mnie wcale nie jest tak łatwo się pozbyć.
wiem, to nieładne z mojej strony.
***
na moim biurku leżała czarna, niezbyt mała, ale, jednocześnie, odpowiednia, lampa błyskowa.
jeszcze tylko dwie baterie, klisza i nowy rozdział życia.
nie musi być miło
poduszki stały się strasznie niesympatyczne. ocieram się o ostre kanty twardych mebli i widzę coraz więcej siniaków na moim ciele. poparzyłam się zbyt płonnymi nadziejami i zziębnięta, w wyniku zbyt długiego spaceru, nie czuję już siebie.
podświadomie to wszystko wpisuję w zakładkę system obronny. i teraz, wara stąd.