little girl

.

Opublikowany w bubu przez faairy w dniu styczeń 12, 2008

mam do zrobienia masę rzeczy. masę. muszę pisać, czytać, uczyć się, a tymczasem najlepiej mi pływać po wierzchu zielonej herbaty, roztapiając się w dźwiękach najmilszych dla uszu. i w szumie miasta zza okna, które dziś jest uchylone.

mam ochotę na jeszcze trochę ciepła, na jeszcze słodszą rzeczywistość, na koniec toksycznych relacji. mam ochotę na 5 miesięcy i 2 tygodnie, które niewiaryodnie się dłużą i na bardzo długą kąpiel. chce z siebie zmyć cały ten trud i resztki awantur, pogardliwe spojrzenia i ślady twoich rąk. chciałabym też zmyć tę ciszę dzielącą dwa sąsiadujące ze sobą pokoje i wymazać się z tego krajobrazu.

biorę życie w swoje dłonie. życie, dlaczego jesteś takie kanciaste? dlaczego tak bardzo mnie bolisz i jedyne miejsce, do którego mogę uciec to chmielna po 22. jest tam wtedy cicho i dość pusto. jest przyjemnie. widzę tylko całe masy świateł miasta, resztki jeżdżących samochodów. oddycham tobą, miasto. może ty wytłumaczysz mi, dlaczego im więcej w tobie życia, tym mniej go we mnie?

układam moje nowe książki na starej półce. niedługo spakuję to wszystko w dwa ostatnie kartony i pójdę gdziekolwiek. w perspektywie i planach mam tylko poznań, tutaj nic mnie nie trzyma.

może jedynie to lotnisko, które, chwilowo, jest obiektem moich westchnień, moich bezustannych oczekiwań. bo tramwaje.. tramwaje będą też tam. powiedz mi, życie, jak mam cię ułożyć, żebyś wreszcie było w pełni moje? jak długo mam czekać aż dasz mi ze sobą zrobić tyle, ile chcę?

ile jeszcze pytań muszę zadać, żeby móc stać się sobą? narazie jestem tylko marną kopią siebie. przyklejone do czoła vanitas vanitatum et omnia vanitas nie chce zejść nawet pod wpływem mleczka do demakijażu. w lustrze nie widzę siebie, widzę kogoś, kogo nie znam i znać nie chcę.

daj mi wreszcie odetchnąć. zaciągnąć się powietrzem jak najdroższym papierosem i mieć satysfakcję z tego, że oddycham.

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu styczeń 6, 2008

to niesamowite. przez niespełna dziesięć minut stałam na bardzo wysokiej górze. wokół było cicho. wiał wiatr. zamknęłam powieki i syszałam jedynie jedną melodię. poczułam ją. każdy kawałek mnie, każda najmniejsza komórka, każdy neuron. dreszcz przeszedł mi po plecach. poczułam łzy spływające po moim policzku. każdy kolejny dźwięk powodował, że moje ciało drżało coraz bardziej. ciężko cokolwiek powiedzieć. można jedynie spokojnie oddychać, choć nawet oddech jest nieodczuwalny. czuć siebie, tak dokładnie i tak zupełnie, do granic możliwości. jak ująć to w słowa, jak nakreślić choćby mgły kształt tego, co czułam?

to było najpiękniejsze dziesięc minut mojego zycia.