little girl

waiting for truth

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu grudzień 5, 2007

to pewnie całkiem normalne, że nie mogę spać, skupić się, zrobić czegokolwiek. i pewnie jeszcze normalniejsze, że tabletki przeciwbólowe nie działają. a, z pewnością, najnormalniejsze jest to, że nie pozostaje mi nic innego, jak czytanie trzech książek jednocześnie. zawsze coś, gdzieś. wsiadam do autobusu i, z uporem maniaka, nie mogąc dosięgnąć do kolejnej książki, przeszukuję nerwowo torbę. patrzę przez okno i tracę dwa przystanki. tracę strasznie wiele słońca, które lubi chować się za, piętrzącymi się, chmurami. wokół mam takich dziwnych ludzi. oni to wszystko wiedzą, widzą, czują. ja tego nie mam. wszystko muszę wyczytwać, o wszystko wypytać. nigdy nie wiem, czy to, co wiem, to to, co powinnam wiedzieć, czy to to, czego wiedzieć nie powinnam.

zatapiam się w kolejnych stronach, kartkach, rozdziałach. znikam. buduję sobie drugą, trzecią, dziesiąta nadrzeczywistość i tam bywa idealnie. ale teraz dzielę los schizofrenika. nie wiem już, gdzie jestem, kto siedzi obok mnie. tracę kontakt z tym wszystkim, z czym widzę się dzień w dzień.

to wszystko mnie przytłacza, przygniata. nawet nie umiem znaleźć słów, którymi mogłabym to opisać. samotnosć w czterech pokojach jest bardziej odczuwalna. wszędzie jej pełno. to miasto nie ma życia. ono ma tylko pośpiech i strasznie dużo sztucznych świateł. tu nawet słońce świeci z rzadka i od czasu do czasu. na to wszystko brakuje mi już łez i westchnień. brakuje mi sensów i celów. zmierzam po równi pochyłej w dół i stale nie widzę końca. jest głębiej i głębiej i głębiej i.. ciemniej.

dzielę tydzień na czworo. cztery nierówne kawałki. piąty doklejam czasem, gdy wracam tam, skąd się tu wzięłam. najgorzej jest nie czuć, że jest się u siebie. zabrakło mi kątów i podłóg. tu nic nie jest moje, nic nie cieszy. bywają jedynie krótkie chwile nieistnienia najmilszy w całej tej pustce.

jestem wyczulona na punkcie dźwięków i zapachów. tu każdy dźwięk mnie boli, każdy nawet najcichszy szept. nie cierpię tego ocierania się, popychania, przepychania, tej całej szalonej bieganiny. ludzie przypominają tu samoistne atomy. każdy zmierza w inną stronę i nikt poza nim nie istnieje. jesteś sam. wokół jest tłoczno i głośno, ale jesteś sam. sam. nie licz na to, ze ktoś mógłby ci pomóc, że ktoś się do ciebie odezwie. możesz liczyć jedynie na to, że zostaniesz popchnięty, niezauważony i niedoceniony. jednak najpewniej będziesz niewidoczny. szary, a raczej przezroczysty. w morzu szaro-czarnych płaszczów jesteś taki sam. anonimowość to motto tego miasta.

now you get me down…

Dodaj komentarz