tainted.
Nie wiem, jak to wszystko wygląda z zewnątrz. Mam teraz kilka światów naraz, kilka żyć i kilka osobowości. Działam na kilka etatów. I czuję, z dnia na dzień coraz mocniej, że bliższy jest kres moich sił niż ich nieoczekiwany wzrost. Żyję w życiu, którego nie mam, ono plącze się gdzieś między wtedy a jutro. Ciągle i notorycznie brakuje mi teraz. To się śni, śni, śni… mogę spać te dwie godziny codziennie, ale jak długo? W piątki jestem nieżywa, w soboty udaję że jest okej, niedziele wykreślam z kalendarza, a poniedziałki są automatycznie czwartkami. Gubię się w tej całej rozpadającej się układance i wcale nie jest mi z tym dobrze.
I to nic, że jadę ciągle nie tam, gdzie trzeba, że zmieniam sobie priorytety na mniej wysublimowane, że im cięższa torba, tym cięższe sumienie i im lżejsze konto tym dłuższe dni. Brakuje mi już kieszeni na małe słoiczki z powietrzem. Podręczne pół-inhalatory z życiem zapiętym na pięć guzików. Ważne, żeby nie zapomnieć, że każdy guzik może odpaść i… wtedy może być bardzo zimno.
to już było, było… a jednak nie pamiętam nic – to się śni, śni, śniiii..
zostaw komentarz