little girl

ech.

Opublikowany w bubu przez faairy w dniu listopad 28, 2007

kolejna rzecz, której nie zaliczyłam. a przecież się staram.

lód i kamienie

Opublikowany w bubu przez faairy w dniu listopad 28, 2007

tak, nie mam sił. zupełnie.

all i wish..

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu listopad 27, 2007

budzą mnie rano wyrzuty sumienia i przyklejają do okna, za którym pada śnieg.

żeby tak móc schować się pod tą białą pierzynką i mieć swoje tu i teraz…

fenomenalny świat

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu listopad 21, 2007

Fenomenalny świat nie jest fenomenalny, jedyny i wyjątkowy, niepowtarzalny i taki wy-ma-rzo-ny wzdłuż i wszerz. on jest po prostu widzialny. tutaj i tutaj i tam i tu. masz go pod ręką, w szafie, nawet w pralce pełnej brudnych skarpetek. ostatnio dotrzegam tylko egzystencjalne formy i normy bez ich esencji. bez tego smaku i zapachu, który jest tak przenikliwy, że potrafi wypełnić każdy milimetr kwadratowy, każdy skrawek mego ciała i być. płynąć wraz z krwią, coraz szybciej i szybciej i tłoczyć sie, ściskać, wirować, przenikać i zwalniać. i spokojnie płynąć, płynąć, płynąć. nieraz istotą nie jest istnienie i tak jest w przypadku człowieka przepełnionego pychą, który żadną miarą nie da wmówić sobie, że jest pyszny. i w dodatku nie ma nawet zgniłozielonego pojęcia o filozofii. i tak już jest. ale w tym całym zwykłym, zjawiskowym świecie jest jeden fenomen. fenomen szczególny. nie ma drugiego takiego gatunku jak Mama. bo otóż mamy, nie dość, że są kobietami, przez co, potencjalnie, mają wiele wspólnego, są wspaniałe. mimo wszelkich cech różniących, indywidualnych, czy nawet hiperindywidualnych, są świetne i cudowne. i nawet jak je zapytasz, czy cię wpuszczą do domu, jak już wylecisz ze studiów, powiedzą, że oczywiście.

a priori

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu listopad 19, 2007

zdegenerowane procesy myślenia poszerzone o zapadanie się w siebie. po tym wszystkim można tylko złożyć wyprane ręczniki i rzucić tymi wszystkimi kartkami, z których ułożą się nowe historie. może przynajmniej one będą lepsze, świeższe i kolorowe. jesienny chłód przenika przez ściany, okna i wypełnia przestrzenie między meblami, a nawet między częściami siebie nie-siebie. to ja się tu zapytam, jak to tak i dlaczego. wystarczy mi jesieni za oknem. za oknem wszystko umiera. ja nie chcę. rzeczywistość wyrwała się spod kontroli dość dawno, a teraz jeszcze siły transcendentne są zbyt silne. tak się nie da dłużej. tak się nie da.. 

na trudne pytania najlepiej znajdować łatwe odpowiedzi. dlaczego pytanie dlaczego? jest zawsze takie trudne i nie ma na nie prostych odpowiedzi. dlaczego łatwiej jest się pogodzić z pękającymi ścianami, cieknącym sufitem i nieszczelnymi oknami niż z zimnym frontem życiowym? i dlaczego pytanie dlaczego? jest tak często konieczne

Ewciu… nic sie nie zmienilo

m-d.

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu listopad 11, 2007

styki21.jpg

jeden i pół.

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu listopad 11, 2007

przespać to wszystko. przespać, przeczekać, przestać na Placu Zbawiciela, nie myśląc o niczym. być odizolowanym cienką szybą i myśleć, że to film. 1+1 nie zawsze równa się dwa. 1+1 niejednokrotnie równa się 1+1 lub nawet 1+0. i to jest, niestety, logiczne.

tainted.

Opublikowany w bubu, eee, wwa przez faairy w dniu listopad 10, 2007

Nie wiem, jak to wszystko wygląda z zewnątrz. Mam teraz kilka światów naraz, kilka żyć i kilka osobowości. Działam na kilka etatów. I czuję, z dnia na dzień coraz mocniej, że bliższy jest kres moich sił niż ich nieoczekiwany wzrost. Żyję w życiu, którego nie mam, ono plącze się gdzieś między wtedy a jutro. Ciągle i notorycznie brakuje mi teraz. To się śni, śni, śni… mogę spać te dwie godziny codziennie, ale jak długo? W piątki jestem nieżywa, w soboty udaję że jest okej, niedziele wykreślam z kalendarza, a poniedziałki są automatycznie czwartkami. Gubię się w tej całej rozpadającej się układance i wcale nie jest mi z tym dobrze.
I to nic, że jadę ciągle nie tam, gdzie trzeba, że zmieniam sobie priorytety na mniej wysublimowane, że im cięższa torba, tym cięższe sumienie i im lżejsze konto tym dłuższe dni. Brakuje mi już kieszeni na małe słoiczki z powietrzem. Podręczne pół-inhalatory z życiem zapiętym na pięć guzików. Ważne, żeby nie zapomnieć, że każdy guzik może odpaść i… wtedy może być bardzo zimno.

to już było, było… a jednak nie pamiętam nic – to się śni, śni, śniiii..

abc

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu listopad 8, 2007

jestem zwyczajnie za mała na te wszystkie jamby, trocheje, amfibrachy, na interwały i systemy syntaktyczno-intonacyjne. jestem zwyczajnie za mała na wszystkie te wielkie wieżowce, głębokie podziemia i kręte ulice.

spadam. nie wiem jeszcze gdzie, jak i z kim. na jednym oddechu wypowiadam strzępki swoich myśli, pragnień i marzeń. od mego marzenia do rzeczywistości jest 273 kilometrowa przestrzeń. nie próbuję nawet myśleć, ile jest tego wszerz. ale powoli siadam. kładę całą rzeczywistość, złożoną w kosteczkę, obok siebie. nagle trzask, huk, nie ma. a może nie ma mnie?

całą torbę przeglądam jeszcze kilkakrotnie. tutaj też już nie ma. ciężko opisać świat, który próbuje się odnaleźć gdzieś między stroną 159 a 211. jeszcze trudniej jest zawinąć się szalikiem tak mocno, by głowa się do siebie trzymała. żeby herbata nie umykała gdziekolwiek przez cokolwiek, a każda myśl miała swobodny dostęp do całej reszty. to nie władza i nie właściwość. to czułe śiatłowody tłoczące miliardy hektolitrów krwi. zdobiącej później wielkie pomniki i kryształowe ulice z sensami pod liśćmi.

at the end…

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu listopad 5, 2007

ten cały czas, te 1,5 godziny przepuszczone przez slowa spojrzenia, przez nieświeże oddechy i resztę końca świata to jednak zbyt dużo. nie umiem sobie z tym poradzić ani tego zrozumieć. a nikt nie mówił, że trzeba rozumieć cokolwiek. droga do domu z 10 minut przedłuża się do 90 minut. nie jest dobrze. śpię krótko i nerwowo. mamy nowy lepszy dzień. czekam na wieczór, który mimo kilku piw i kieliszków wódki i bezpowrotnie wypalonych papierosów nadal jest pusty. może powiesz, o co tu chodzi? może zrozumiesz? nie, ja nie proszę o radę. proszę o wytłumaczenie. i jeszcze tego, że wszystko było dobrze, a nagle się roztrzaskało. i nie ma, nie ma. jadąc, słyszę, że szczęście trzeba krótko trzymać, bo inaczej można je bardzo łatwo stracić. zajeżdżasz i szczęścia juz nie ma, mimo iż stoi i, patrząc prosto w oczy, usmiecha się. dostajesz klucze, widzisz dużo pustego miejsca i nie wiesz, naprawdę nie wiesz, co się dzieje. próbuję to wszystko zrozumieć, patrząc przez pryzmat kolejnego kufla piwa. przez ten cały zadymiony, śmierdzący lokal. nadal nic do mnie nie dociera. a jeszcze, widząc tę sztuczną ścianę, powietrze kończy mi się ostatecznie. ale nie koniec. nie, nie, to jeszcze nie wszystko. jeszcze telefon z zapłakanym glosem.

i nikt nie może uwierzyć. a ja siedzę. siedzę i myślę i próbuję z tego całego bałaganu zrobić jeden Wielki Porządek. nie wychodzi. nie ma, nic nie ma.

człowiek nigdy nie równa się szmacie. choćby niewiadomo co. dlatego mnie to tak mocno zabolało.