little girl

tu.

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu październik 30, 2007

przyczyną, która może zmusić mnie do opuszczenia tego uniwersytetu, tego kierunku, będzie

p o e t y k a

ale żyję, jeszcze. codziennie mijam mnóstwo witryn, w których pełno jest najróżniejszych zdjęć. i wiem i wiem, że to jest TO. chcę tylko wiele cierpliwości, chcę przypływu możliwości i zdolności. chcę swoich marzeń skrystalizowanych w dni. wszystkiego jest tak wiele, że ciężko to wszystko w słowa spakować, uformować i już tylko oglądać. trzeba być, widzieć, żyć.

thousands miles thousands minds

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu październik 27, 2007

plączę się tu i tam. chodzę z kuchni do pokoju, odbijając się od ścian. próbuję to wszystko pojąć, ogarnąć i to nie pierwszy raz. osuwam się na krześle i myślę. myślę, patrzę, czytam, próbuję wniknąć w ten tekst, który mam przed oczami, przeniknąć każde zdanie, każdą literę, każdy diakryt. mam wrażenie, że z każdą godziną rozumiem mniej, czuję się gorzej. panika mnie ogarnia i nie chce zniknąć. stresuję się coraz mocniej, ale jestem, jestem, nie poddaję się. czytam dalej. notorycznie nic nie rozumiem, ale nie poddaję się. jestem. dziś jestem, nie bywam. tu wcale nie chodzi o to, by to zrozumieć. chcę sobie udowodnić, że mi się uda. chcę to pokazać sobie, majestatycznie pokonać drugą część mnie. potem wybiegam ze swojego pokoju, wbiegam do tego obok, siadam na łóżko i po wypowiedzeniu zaledwie jednego zdania, płaczę. wszystko staje się szare i nieznośne. moje myśli mnie szarpią, przerzucają od źle do gorzej i świat niebezpiecznie się kurczy. brakuje mi powietrza i miejsca, boję się. moje oczy są czerwone i zapłakane, bo nic innego mi nie pomaga. ale nie poddaję się. kilkanaście godzin i jest, jest-em. miałam rację. 1:0 dla mnie. ale nie zaśmieję się, nie uśmiechnę. przecież to i tak papierowa rzeczywistość, którą w końcu ktoś wrzuci do kosza.

krew płynie szybciej i mocniej. rozpływam się pomiędzy kolejnymi dźwiękami existence. przeglądam kilka stron metra i planuję sobie każdy piątek. według zachcianki i siły. planuję piątek, wypycham go do ostatniej sekundy, żeby nie mieć czasu na siebie. żeby przejsć obok lustra i w nie nie spojrzeć, żeby uciec, uciec od siebie. żeby wsiąść w tramwaj i z szyderczym uśmiechem zostawić siebie za oknem. żeby uciec, żeby się nawet zgubić, żeby się nigdy nie odnaleźć.

neverending story

Opublikowany w bubu, underground, wwa przez faairy w dniu październik 21, 2007

miałam dziś okazję skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością. remis, 0:0 albo 1:1. czasem spoglądałam znad kubka z gorącą czekoladą, bo miałam nadzieję, że może to coś zmieni. nie pomogło. pożegnałam się na peronie 2 i zniknęłam.

dreptałam sama. a potem znów zawróciłam, tym razem troszeczkę bliżej. w tym huku odjeżdżających i nadjeżdżających pociągów czułam się jak w swojej głowie. jakby wszystkie myśli ze mnie wyszły i były tuż obok. tam jest tak samo głośno i chaotycznie. po peronach biegają zdezorientowani ludzie. moje myśli biegają tak samo po neuroprzekaźnikach. wszystko wije się, plączę i coraz bardziej zapętla.

a gdyby tak nożyczkami przeciąć heliksę DNA?

powoli wracam. próbuję. gubię się w podziemnych przejściach, wychodzę ciągle nie tam, gdzie powinnam. i nie wiem, nie wiem, czy pociąg na torze 4 przy peronie 2 jest tym, do którego powinnam wsiąść. ostatnio interesuje mnie od którego punktu mój smutek ma sens a radość ma swój powód.

reality tv

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu październik 20, 2007

W tym dużym mieście czuję się taka malutka. Wsiadam w 503 i jadę gdziekolwiek. Przez szybę widzę ten dziwny, zimny świat. Całe pustynie blokowisk przecięte oazami spokoju. Jeszcze kilka kroków i jestem w trzypiętrowym budynku zapakowanym, po ostatnią kondygnację, książkami. Ocieram się o Suworowa, Nahacza i trzymam w dłoniach Pilcha. Z boku spoglądają ludzie, którzy też trafili tu mniej lub bardziej przypadkowo. Do ściań przyczepione są Chiny, Tybet, a ja, a ja kleję się do posadzki. Wychodzę z dużym i ciężkim słownikiem, bo na więcej mnie nie stać. Potem idę na obiad, gdziekolwiek, byle blisko, byle cieplej niż tu. Z drugiego piętra widzę bardzo wyraźnie te wszystkie zabiegane szare mrówy ulicy. Te wszystkie niezrozumiałe spojrzenia i sztuczne uśmiechy. Marznę. Z godziny na godzinę czuję się gorzej. Myślałam, że jak wypiję herbatę wszystko będzie w porządku, że da mi tyle ciepła, że, przynajmniej do końca dnia, wystarczy. Pomyliłam się. Marznę. Przyklejona do szyby, marznę. Próbuję wrócić do domu, ale jest on na tyle nieuchwytny, że gubię się. Zaczyna kropić, a ja idę. Powoli i bardzo niepewnym krokiem. Zahaczam o sklepy, w których bywam, gdy mój nastrój toczy się dwa metry za mną. Oglądam to wszystko, obserwuję, waham się. Wychodzę z pustymi dłońmi, które chowam na samym dnie moich kieszeni. Chowam się pod ziemią, w, dość szybko jadących, wagonikach. 10 przystanków i 4 minuty pieszo. Jestem. W tym nowym domu, który nigdy nie będzie mój. Parzę zieloną herbatę z nadzieją, że teraz będzie już kolorowo. Mrużę oczy, gdy dociera do mnie, że jeszcze kilka zaśniedziałych faktów jest prawdą. Ciężko mi uwierzyć w To Wszystko.

symultanous

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu październik 13, 2007

O 1:05 wstawiam wodę na wieczorną herbatę. Szukam siebie na tych samych stronach internetowych i w tych samych rubrykach gazet. Dwie godziny wcześniej jestem niezupełnie sama w moim pokoju. Nowa przyjaciółka, której nienawidzę. Depresja.

W ciągu jednego popołudnia wszystko potrafi stracić smak. Po tygodniu gubi zapach. Po dwóch nawet kolor. Schodzę kilka pięter niżej i, dochodząc do żółtej wyrazistej linii, okazuje się, że zabrakło odwagi, że jest resztka rozumu.

rozum: czego tak naprawdę chcesz?

serce: biletu w obie strony.

one way ticket

Opublikowany w bubu, wrr przez faairy w dniu październik 12, 2007

Dzisiaj mówię tak: Moje wszystkie kłamstwa, niedopowiedzenia i przemilczenia pomnóż przez siedem i włóż w ciepłe rękawiczki, formując z tych listków pięć długich palców. Potem zagraj nimi najpiękniejszą melodię i włóż ją w sam środek mego środkowego ucha, nie wyciągając jej przez drugie czy trzecie ucho. I daj mi jeszcze najbardziej kolorową gazetę. Zrobię z niej zasłonki do bardzo szarego świata i abażur na najczarniejszą lampkę świata.

w moim świecie

Opublikowany w Uncategorized przez faairy w dniu październik 5, 2007

Przepisuję tydzień na kartki, starając się nie skrócić żadnej z tych dziwnych godzin, których nie ogarniam. Próbuję to wszystko podzielić kolorami, poukładać od wtorku do czwartku  w segregatorze i wmówić sobie, że będzie poukładane. Przekładam to wszystko na trochę później, którego nie znam i na jutro, które gdzieś ucieknie. Czas się skurczył i teraz chowa się w przejściach podziemnych i czerwonych światłach. Nie szukam go, nie próbuję. Jestem, a raczej bywam. Przed chwilą pisałam, że człowiek nie jest tym, czym jest, a tym, czym nie jest. Z tej prostej definicji wynika fakt, a przynajmniej przypuszczenie, że powinnam być chodzącym szczęściem. Toteż pytam się samej siebie – czy szczęście bywa bezpańskie bądź bezpanieńskie? A może jestem przypisana do któregoś z absolutów albo, o zgrozo, absolutnych absolutów?

Mam na biurku kalendarz z dziewczynką, która trzyma obrazek ogromnego czerwonego serca. Mała dziewczynka i jej smutne spojrzenie. Pozbieram jeszcze liście i postawię kropkę. Może wtedy bilateralna rzeczywistość z osłabioną percepcją faktów stanie się mniej albo bardziej… zresztą, to i tak nieistotne.