njusy.
Myśli stają się coraz bardziej nerwowe, wizja dworcowania coraz bardziej realna, a wszyscy wokół myślą, że jest okej. Siedem godzin spaceru, 20 kilometrów przedreptanych własnonożnie, to jakieś rozwiązanie. Szkoda, że jak wracasz do swoich ścian, wraca Twój nastrój, ten gorszy i częstszy. Zaczynam się coraz bardziej irytować na siebie, coraz bardziej nie cierpieć siebie. Mam całą głowę wątpliwości, a one mnożą się i mnożą i z dnia na dzień jest ich więcej. Teraz już Wrocław jest numerem jeden, Kraków jest totalną porażką, a Łódź zyskała miano mojej własnej osobistej głupoty. Wariujemy na całego i pełną parą. Jak szaleć, to szaleć, prawda? Jak oszaleć to też maksymalnie? …
Ostatnio długo i dużo się mru-czy. Mru-mru.
PS. dwa lata można usunąć dwoma kliknięciami myszki… Strasznie przykre.
PS2. 28. urodziny Tomka trwają. Szkoda, że tak to wszystko.. Ech.