kumulacja
Nie cierpię “kumulacji szczęścia” . Nie dość, że w najgorszym momencie miałam telefon z łodzi w sprawie przyjęcia mnie na dziennikarstwo, że nie dotarło do mnie, o czym rozmawiałam z panią z dziekanatu i tak beztrosko z tego zrezygnowałam, że do tego całe popołudnie zagryzałam się myślą, że to życiowy błąd, że oszukałam w najokropniejszy sposób jedną z najbliższych osób, to w dodatku rozpadła się szczęśliwa 10. I powiedzcie mi, że to nie jest niechciane “szczęście”, fantastyczne zbiegi okoliczności, bynajmniej nie-łagodzących. Dzisiaj wszystko było szaro-szare i będzie przez najbliższe kilka dni. Nie lubię być oszukiwana, szczególnie przez osoby, którzy są podobno przyjaciółmi. Podobno…
Dość ciężko jest siedzieć w zimnych, pustych czterech ścianach z uchylonym oknem i zgaszonym światłem i głową pękającą od nadmiaru negatywnych wrażeń. Chusteczki higieniczne dziś okazały się najlepszymi przyjaciółkami. I jeszcze Preisner i jego muzyka, w której można utopić wszystko i o każdej porze.
Wyjaśniło się. Don Thomas Ch. będzie obchodził swe huczne, powiedzmy, że 18. urodziny beze mnie. A mogło być taaak… Czas przeszły.
Adieu.
zostaw komentarz