little girl

naj-naj

Opublikowany w eee przez faairy w dniu sierpień 9, 2007

Granice się zatarły, horyzonty roztopiły, brzegi zalało. Słońce się spaliło, księżyc zgasł, gwiazdy pospadały. Muzyka ucichła, woda wyschła, kolory wyblakły, zapachy wywietrzały. Ściany skurczyły, sufit zamienił się z podłogą, powietrze umknęło. Ludzie…? Noszą swe depresje w kieszeniach. Pssst… tylko ani mru, mru. Nikomu.

Życie się skończyło.

mish-mash

Opublikowany w bubu, eee, myself, zle przez faairy w dniu sierpień 7, 2007

Ostatnio moje życie przybrało formę mish-mashu, nie-artystycznego nieładu i nie wiem już kto jest kim, ani nawet co jest czym. Budzę się rano widzę lub nie widzę słońca za oknem, a do tego zawsze mam chmury. Mam dużo chmur – starczyłoby na niejedną kołdrę i niejedną poduszkę. Może to faktycznie jakieś wyjście, taka ucieczka, oczywiście pozorna. Mam dość tego-wszystkiego i przez to zabieram się za wszystko, co nie wiąże się ze mną, przeglądam kolorowe gazety z mnóstwem uśmiechniętych ludzi, pustych nastolatek, slicznych modelek, szczęśliwych aktorek, nieszczęśliwych singielek i nie umiem znaleźć się ani fragmentu siebie. Czasem mam wrażenie, że mam w sobie kawałki tych wszystkich osób, że jestem takim kolażem osobowości, a czasem z kolei, wydaje mi się, że nie ma mnie w ogóle. Jestem pod względem fizycznym, jako jedno ciało, para rąk i nóg, jedna głowa, ale to wszystko. Nie ma w tym wszystkim Mnie. Zalewam te nieprzyjemne wątki mego życia hektolitrami herbaty, zagłuszam muzyką, uciekam od tego na kilkugodzinne spacery, bo myślę, że to może pomoże, może zapomnę o tym, o nich, o nim, o sobie. Ale ta zabawa zwana życiem jest troszkę cięższa, trudniejsza. Okazuje się, że tu jeden plus jeden nieraz równa się trzy, a dwa plus osiem równa się dwa plus sześć. I weź się z tym zgódź, i zrozum, że tak ma być i wmów sobie, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Te ciemne strony, dni, tygodnie rozjaśniam mnóstwem jasnych kartek z gazet, zapisków na najjaśniejszych papierkach, a nawet jasnymi, waniliowymi lodami. Mam dół, dolinę, kanion. Nie wiem, czy się wygrzebię, bo już teraz nic-nie-ma-sensu. Ostatnio życzę każdemu, żeby rozwijał swe pasje, bo one wyznaczają sens, gdy wszystko go traci, a sama nie umiem sobie tego życzyć, nie umiem zrozumieć i wcielić w życie. Mam wrażenie, że pcham się w moje pasje na siłę. Dlatego kartki leżą czyste, ołówki są nieużywane, kilobajty czekają, aparat ma wakacje, a cienie, kredki, błyszczyki lądują na samym dnie szafy. Nie tak miało być, miało być do przodu, coraz lepiej, łatwiej, a jest pusto. I mam alergię na ludzi, nawet tych najbliższych.

njusy.

Opublikowany w bubu, zle przez faairy w dniu sierpień 4, 2007

Myśli stają się coraz bardziej nerwowe, wizja dworcowania coraz bardziej realna, a wszyscy wokół myślą, że jest okej. Siedem godzin spaceru, 20 kilometrów przedreptanych własnonożnie, to jakieś rozwiązanie. Szkoda, że jak wracasz do swoich ścian, wraca Twój nastrój, ten gorszy i częstszy. Zaczynam się coraz bardziej irytować na siebie, coraz bardziej nie cierpieć siebie. Mam całą głowę wątpliwości, a one mnożą się i mnożą i z dnia na dzień jest ich więcej. Teraz już Wrocław jest numerem jeden, Kraków jest totalną porażką, a Łódź zyskała miano mojej własnej osobistej głupoty. Wariujemy na całego i pełną parą. Jak szaleć, to szaleć, prawda? Jak oszaleć to też maksymalnie? …

Ostatnio długo i dużo się mru-czy. Mru-mru.

PS. dwa lata można usunąć dwoma kliknięciami myszki… Strasznie przykre.

PS2. 28. urodziny Tomka trwają. Szkoda, że tak to wszystko.. Ech.

kumulacja

Opublikowany w bubu, nic przez faairy w dniu sierpień 2, 2007

Nie cierpię “kumulacji szczęścia” . Nie dość, że w najgorszym momencie miałam telefon z łodzi w sprawie przyjęcia mnie na dziennikarstwo, że nie dotarło do mnie, o czym rozmawiałam z panią z dziekanatu i tak beztrosko z tego zrezygnowałam, że do tego całe popołudnie zagryzałam się myślą, że to życiowy błąd, że oszukałam w najokropniejszy sposób jedną z najbliższych osób, to w dodatku rozpadła się szczęśliwa 10. I powiedzcie mi, że to nie jest niechciane “szczęście”, fantastyczne zbiegi okoliczności, bynajmniej nie-łagodzących. Dzisiaj wszystko było szaro-szare i będzie przez najbliższe kilka dni. Nie lubię być oszukiwana, szczególnie przez osoby, którzy są podobno przyjaciółmi. Podobno…

Dość ciężko jest siedzieć w zimnych, pustych czterech ścianach z uchylonym oknem i zgaszonym światłem i głową pękającą od nadmiaru negatywnych wrażeń. Chusteczki higieniczne dziś okazały się najlepszymi przyjaciółkami. I jeszcze Preisner i jego muzyka, w której można utopić wszystko i o każdej porze.

Wyjaśniło się. Don Thomas Ch. będzie obchodził swe huczne, powiedzmy, że 18. urodziny beze mnie. A mogło być taaak… Czas przeszły.

Adieu.