naj-naj
Granice się zatarły, horyzonty roztopiły, brzegi zalało. Słońce się spaliło, księżyc zgasł, gwiazdy pospadały. Muzyka ucichła, woda wyschła, kolory wyblakły, zapachy wywietrzały. Ściany skurczyły, sufit zamienił się z podłogą, powietrze umknęło. Ludzie…? Noszą swe depresje w kieszeniach. Pssst… tylko ani mru, mru. Nikomu.
Życie się skończyło.
mish-mash
Ostatnio moje życie przybrało formę mish-mashu, nie-artystycznego nieładu i nie wiem już kto jest kim, ani nawet co jest czym. Budzę się rano widzę lub nie widzę słońca za oknem, a do tego zawsze mam chmury. Mam dużo chmur – starczyłoby na niejedną kołdrę i niejedną poduszkę. Może to faktycznie jakieś wyjście, taka ucieczka, oczywiście pozorna. Mam dość tego-wszystkiego i przez to zabieram się za wszystko, co nie wiąże się ze mną, przeglądam kolorowe gazety z mnóstwem uśmiechniętych ludzi, pustych nastolatek, slicznych modelek, szczęśliwych aktorek, nieszczęśliwych singielek i nie umiem znaleźć się ani fragmentu siebie. Czasem mam wrażenie, że mam w sobie kawałki tych wszystkich osób, że jestem takim kolażem osobowości, a czasem z kolei, wydaje mi się, że nie ma mnie w ogóle. Jestem pod względem fizycznym, jako jedno ciało, para rąk i nóg, jedna głowa, ale to wszystko. Nie ma w tym wszystkim Mnie. Zalewam te nieprzyjemne wątki mego życia hektolitrami herbaty, zagłuszam muzyką, uciekam od tego na kilkugodzinne spacery, bo myślę, że to może pomoże, może zapomnę o tym, o nich, o nim, o sobie. Ale ta zabawa zwana życiem jest troszkę cięższa, trudniejsza. Okazuje się, że tu jeden plus jeden nieraz równa się trzy, a dwa plus osiem równa się dwa plus sześć. I weź się z tym zgódź, i zrozum, że tak ma być i wmów sobie, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Te ciemne strony, dni, tygodnie rozjaśniam mnóstwem jasnych kartek z gazet, zapisków na najjaśniejszych papierkach, a nawet jasnymi, waniliowymi lodami. Mam dół, dolinę, kanion. Nie wiem, czy się wygrzebię, bo już teraz nic-nie-ma-sensu. Ostatnio życzę każdemu, żeby rozwijał swe pasje, bo one wyznaczają sens, gdy wszystko go traci, a sama nie umiem sobie tego życzyć, nie umiem zrozumieć i wcielić w życie. Mam wrażenie, że pcham się w moje pasje na siłę. Dlatego kartki leżą czyste, ołówki są nieużywane, kilobajty czekają, aparat ma wakacje, a cienie, kredki, błyszczyki lądują na samym dnie szafy. Nie tak miało być, miało być do przodu, coraz lepiej, łatwiej, a jest pusto. I mam alergię na ludzi, nawet tych najbliższych.
njusy.
Myśli stają się coraz bardziej nerwowe, wizja dworcowania coraz bardziej realna, a wszyscy wokół myślą, że jest okej. Siedem godzin spaceru, 20 kilometrów przedreptanych własnonożnie, to jakieś rozwiązanie. Szkoda, że jak wracasz do swoich ścian, wraca Twój nastrój, ten gorszy i częstszy. Zaczynam się coraz bardziej irytować na siebie, coraz bardziej nie cierpieć siebie. Mam całą głowę wątpliwości, a one mnożą się i mnożą i z dnia na dzień jest ich więcej. Teraz już Wrocław jest numerem jeden, Kraków jest totalną porażką, a Łódź zyskała miano mojej własnej osobistej głupoty. Wariujemy na całego i pełną parą. Jak szaleć, to szaleć, prawda? Jak oszaleć to też maksymalnie? …
Ostatnio długo i dużo się mru-czy. Mru-mru.
PS. dwa lata można usunąć dwoma kliknięciami myszki… Strasznie przykre.
PS2. 28. urodziny Tomka trwają. Szkoda, że tak to wszystko.. Ech.
kumulacja
Nie cierpię “kumulacji szczęścia” . Nie dość, że w najgorszym momencie miałam telefon z łodzi w sprawie przyjęcia mnie na dziennikarstwo, że nie dotarło do mnie, o czym rozmawiałam z panią z dziekanatu i tak beztrosko z tego zrezygnowałam, że do tego całe popołudnie zagryzałam się myślą, że to życiowy błąd, że oszukałam w najokropniejszy sposób jedną z najbliższych osób, to w dodatku rozpadła się szczęśliwa 10. I powiedzcie mi, że to nie jest niechciane “szczęście”, fantastyczne zbiegi okoliczności, bynajmniej nie-łagodzących. Dzisiaj wszystko było szaro-szare i będzie przez najbliższe kilka dni. Nie lubię być oszukiwana, szczególnie przez osoby, którzy są podobno przyjaciółmi. Podobno…
Dość ciężko jest siedzieć w zimnych, pustych czterech ścianach z uchylonym oknem i zgaszonym światłem i głową pękającą od nadmiaru negatywnych wrażeń. Chusteczki higieniczne dziś okazały się najlepszymi przyjaciółkami. I jeszcze Preisner i jego muzyka, w której można utopić wszystko i o każdej porze.
Wyjaśniło się. Don Thomas Ch. będzie obchodził swe huczne, powiedzmy, że 18. urodziny beze mnie. A mogło być taaak… Czas przeszły.
Adieu.