:)
Dzisiaj doładowałam swoje akumulatorki z pozytywną energią i mam nadzieję, że zostanie mi jej jeszcze dużo na dość długi czas. Wszystko za sprawą tego uroczego pana…
..który ma niezużywalne pokłady energii i w ogóle się nie męczy biegając przez kilka godzin bez przerwy. Poza tym milusińsko było zrobić dziś mały nalot na moją przenajukochańszą Anulkę z dwoma krejzolami i trzema słonecznikami.
coś o czymś
Rzeczywistość bywa smutna, bo na nią składają się fakty. A faktem jest, ze trzeba wreszcie stać się dużą dziewczynką, która będzie odpowiadała za każdy swój krok, każdą decyzję. Póki co, w ogóle nie czuję się starsza niż kilkuletnie dziecko i obawiam się, że szybko mi się to nie zmieni. A musi, musi, musi.. Szukam mieszkania w stolicy i wszelkie moje próby kończą się nieoczekiwaną klęską i, o dziwo, jeszcze trochę wiary, nadziei i optymizmu mi zostało. W ostateczności od października albo września, wraz z moją uroczą koleżanką wylądujemy na dworcu i będzie musiało być super.
I jeszcze jedno. Dzisiaj zrozumiałam, że muzyka potrafi zrobić wszystko. Ma niezwykłą moc i potrafi wypełnić całe moje ciało i duszę, każdy milimetr kwadratowy mnie. Potrafi przepływać przez miliardy neuronów w moim ciele, powodując tym samym, że uspokajam się, wyciszam, jestem spójna i jestem jednym, silnym wewnętrznie kawałkiem. To u mnie rzadkość. Ostatnio namiętnie pochłaniam skandynawskie melodie i nie mogę się nimi nacieszyć. Dziś zrozumiałam, że naprawdę liczy się pasja. Trzeba tylko chcieć.. i można osiągnąc wszystko. Zatem – do dzieła, bo jeszcze dość spory kawałek drogi do przebycia przede mną.
dużo dużo znaków zapytania
za kilka godzin potwierdzą się jedynie moje obawy. myślałam, że 14 godzin jazdy pociągiem poprzedzone 45 minutami jazdy autobusem to mordęga, ale, doszłam do wniosku, że to byłaby bardzo potrzebna i nie aż tak straszna mordęga. trochę za późno, trochę nie w porę. dziś poznałam swoją nową, pięciomiesięczną miłość z uroczymi blond włoskami i ogromnymi niebieskimi oczami. trochę się to pośmiało, pogugało, troszeczkę obślimaczyło, pociągało za włosy i potrzymało mój jeden paluch całą maleńką łapką. takie to małe, a takie słodkie i, niestety, takie odległe. ale kopniak energii przydał się, oj, przydał..
a to słodkości

o tym jak z trzech robi się pięć
moje myśli krążą teraz po osi warszawa-łódź-kraków-wrocław-toruń i niby wszędzie jestem, a tak naprawdę nie ma mnie nigdzie. jeszcze tylko kilka dni, a później Mój, mam nadzieję, szczęśliwy numerek – 12, 14, 17. i wszystko się okaże. chciałabym mieć to wszystko za sobą, wypchać kieszenie spokojem i mieć w końcu spokojne wakacje.
ps. tym się od dzisiaj uspokajam
